Ci, którzy doktrynalnie uważają, że peerel skończył się wraz z wyborami’89 i upadkiem rządu Kiszczaka powinni raz na zawsze zweryfikować swoje poglądy. Komuna trwa do dziś i miewa się nie najgorzej. Jeśli za ekonomiczny stan końcowy obalonego reżymu przyjmiemy reformy Wilczka, które choć miały na celu uwłaszczenie nomenklatury, były najbardziej liberalnymi gospodarczo przepisami w historii, to dzień dzisiejszy system lokować można między Gierkiem, a Gomułką. Ponad 200 rodzajów reglamentacji pozwoleń na działalność wciąż istnieje, pozwalając w nieuczciwy sposób regulować rynek. Dzięki temu za prowadzoną politykę można karać, między innymi media, zabraniem koncesji.

Skoro już o reglamentacji, to takową zamierza wprowadzić minister Zbigniew Religa. Swoją drogą dość ciekawy paradoks. Kiedy część rządu zajmuje się ‘deubekizacją’, inna forsuje powrót do byłego ustroju… W dzisiejszym wywiadzie dla Dziennika szef resortu zdrowia mówi:

Już wkrótce bardzo precyzyjnie będziemy mogli powiedzieć, ile wynosi różnica między potrzebami zdrowotnymi ludzi a możliwościami finansowymi NFZ i budżetu państwa. W czerwcu przedstawimy koszyk świadczeń gwarantowanych.

Gdy przeczytałem to zdanie od razu w pamięci ożyły wyrywki z przemówień Hilarego Minca – ojca polskiej gospodarki planowanej. Historia zatoczyła koło, a pycha rządzących znów każe im stawiać wyliczenia statystyków ponad płynnymi potrzebami ludności. Jak tragiczna w skutkach jest to metoda nie trzeba nikomu przypominać. Tak skonstruowane prawo doprowadzi do wypaczeń znanych już z wprowadzania koszyka leków, kiedy to część niezbędnych leków niesłusznie znalazła się poza nim, a zwyciężyły partykularne interesy koncernów farmaceutycznych.

I jedyne, co możemy zrobić, to limitowanie, czyli określenie, ile określonych procedur możemy sfinansować w danym roku.

Pod pozorem racjonalizacji świadczeń zdrowotnych, istotnie wprowadza się kartkową reglamentację. Przepraszam, nie kartkową, lecz kolejkową, bo dostęp do usługi będzie zależał od momentu, w którym sie zapiszemy. Potem trzeba będzie czekać, a pewnie w większości przypadków wysupłać 100zł i prywatnie odwiedzić specjalistę. Nie sądzę, żeby dr Religa wierzył w krótkie kolejki i płynną obsługę pacjentów. Ustawowo wprowadza podwójne opodatkowanie – raz płacimy na państwową służbę niższą wypłatą, drugi już banknotami w gabinecie lekarza.

Jedyne co cieszy, to kolejna analogia w stosunku do przeszłych wydarzeń. Wprowadzenie reglamentacji produktów, a w konsekwencji kartek, początkowo na mięso, wędliny i cukier, świadczyło o krańcowej niewydolności systemu. Od tego momentu rządzący wiedzieli, że misternie budowana gospodarka socjalistyczna runie niczym dom z kartek. Wszystko przez rosnące potrzeby ludności, które nie wiedziano jak zaspokoić. Kolejki ministra, to przykład dokładnie tej samej choroby. Religa zdaje sobie z tego sprawę, dlatego tylnymi drzwiami stara się wpuszczać prywatne zakłady, racjonalizując ich byt potrzebą ograniczenia dostępu do usług medycznych. Z dawna wieszczony upadek szpitali wydaje się być bliski. Dodatkowych pieniędzy z budżetu państwa nie będzie, rezerw nie ma. W zaistniałej sytuacji poradzą sobie bogatsi, dla których podwójne opodatkowanie nie stanowi większego problemu, ale zbuntuje się biedota, bo jej wybór ograniczy się do pytania stać w kolejce, czy cierpieć w domowym zaciszu. Punkt krytyczny zostanie przekroczony i będziemy musieli odpowiedzieć na pytanie co dalej. Mam nadzieje, że receptą nie zostanie kolejne łatanie dziury w stylu obecnej reformy, tylko faktyczne uzdrowienie w postaci sprywatyzowania opieki zdrowotnej.



One Response to “PRL anno domini 2007”  

  1. 1 franz kafka

    jej ale ty madrze piszesz. mi to naprawde imponuje


Leave a Reply